Największą bolączką przy pisaniu materiałów jest decyzja: o czym pisać w tym miesiącu. W archiwum elektronicznym „kurzą” się zdjęcia kilkudziesięciu motocykl zabytkowych. Zdjęcia zrobione w różnych częściach świata, przy różnych okazjach. Pytanie-klucz: o czym to dzisiaj, żeby temat nie był zbyt trudny do opowiedzenia, zbyt popularny, czy z drugiej strony, nie nazbyt wyszukany dla przeciętnego „zjadacza” motocyklowych zabytków?

Ostatnio nakarmiłem Was sporą dawką czterocylindrowców, które to mogą rodzić mieszane uczucia. Z jednej strony zachwyt, podziw. Z drugiej… – przecież nigdy nie zobaczę takiej maszyny, nie mówiąc bym mógł ją garażować u siebie…

Zagadnienia motoryzacji sąsiadów – Niemiec różnych epok, wałkujemy od lat, co ma swoje historyczne uzasadnienie. Dalej na zachód jednak zapuszczamy się niezbyt często. A szkoda, bo warto.

W gonitwie myśli zdecydowałem się zabrać za temat śliski, grząski – Francuski. Prawdę napisawszy – mój stały informator i znawca belgijsko-francuskich produkcji, słysząc nazwę marki załamał ręce: – Tym razem nie mogę Tobie w niczym pomóc. Archiwa klubowe nie zawierają żadnej karty dotyczącej tego producenta.

Cóż miałem zrobić? Na tyle wciągnąłem się w nieznane zagadnienie, że wytężywszy umysł zacząłem peregrynacje własnej biblioteki oraz niezmierzonych pól internetowych – nie mylić ze Strawberry Field Forever, do którego chodził za młodu John L.

Tak… będzie po Francusku. Ale z akcentem z wysp. AutoMoto z silnikiem Blackburn. Model A30. Rok produkcji: 1930.

Materiał zdjęciowy zgromadziłem podczas Czeskich wyścigów w Brannej kilka lat temu. Temat odleżał więc już wystarczająco czasu bym mógł do niego ostro się zabrać.

Więc … do dzieła.

Zdjęcia już. Reszta niebawem.

Nie? Reszty nie trzeba?

Ależ trzeba..

 

Tomasz