Słoneczny żar lejący się z nieba nie jest dzisiaj łaskawy. Na skraju odwodnienia niezgrabnie lawiruję w piątkowych korkach. Łatwo nie jest. Wyjechawszy z miasta sytuacja nie ulega poprawie. Nawet zwiększająca się prędkość nie jest w stanie wychłodzić ciała na tyle by można czuć się choć trochę komfortowo. A co w takiej sytuacji ma do powiedzenia rozpalony do granic silnik? Bez wątpienia cierpi katusze, choć i na takie warunki został zaprojektowany. Dojechawszy do celu zrzucam odzienie i padam na kolana. Jest ku temu kilka powodów: pogoda, zmęczenie i mała, zgrabna DKW, marka zajmująca poczesne miejsce mojej uwagi już niemal ćwierćwiecze.

 

Tekst: Tomasz Tomaszewski

Zdjęcia: www.tomasztomaszewski-motorcycles.pl