O marce BMW i motocyklach oznaczonych znakiem biało niebieskiego śmigła można powiedzieć, że są proste, schematyczne, nudne. Powolna ewolucja konstrukcji jakby prosi o stwierdzenie, że od pierwszego modelu właściwie niewiele się tu zmieniło. Detale jedynie.

 

Przyglądając się bliżej bawarskiej wytwórni motocykli, pomiędzy krótkimi seriami pierwszych modeli można dopatrzeć się istotnych zmian, które zaważyły na losie i opinii motocykli BMW na świecie przez kolejne dziesięciolecia. Ta ceniona za jakość i nietuzinkowość konstrukcji marka jest wyznacznikiem sama dla siebie. Pierwsze modele, produkowane w latach 20. XX. wieku należą do pionierów wyznaczając szlaki przyszłym konstrukcjom. Chociaż „dzieci Bawarii” produkowane w kolejnych latach do tuzinkowych nie należą, te najstarsze darzone są szczególną atencją. Na całym świecie są wysoko cenionymi pojazdami zabytkowymi. Korzystając z okazji spotkania z bokserem urodzonym w 1926 roku, chciałbym Was nakłonić do pochylenia się nad tą konstrukcją i chłonięcia szczytów techniki lat minionych.

 

Pierwsze koty za płoty

Pierwszy kot (model R32) powstał niemal przypadkiem w 1923 roku. Niewystarczająca sprzedaż silników dostarczanych przez BMW do takich producentów motocykli jak Victoria (model KR1), Helios i innych zaowocowała powstaniem pierwszego motocykla bawarskiej marki. Osesek szybko zwrócił uwagę rynku. Chociaż żadne z zastosowanych rozwiązań technicznych nie było zupełną nowością, sposób ich połączenia nie pozwalał przejść obojętnie obok tego pojazdu. Jakość wykonania była kropką nad „i”, która to jakość po dzisiejsze czasy pozostaje na wysokim poziomie. R32 – wytwór początkującej na rynku motocyklowym, ale doskonale znanej przecież wytwórni – wyrastał ponad przeciętność. Cena szła w parze z jakością, ustawiona była bardzo wysoko. Już wtedy wiadomo było, że za jakość i prestiż trzeba słono płacić. BMW w nowej branży wyrastało wszakże na synonim prestiżu.

Chociaż R32 miał doskonałe noty, nie znaczyło to, że nie można w nim nic udoskonalić. Popularyzowanie marki poprzez sukcesy sportowe doprowadziło do stworzenia modeli sportowych. Do górnozaworowego R37 można było jednak tylko wzdychać, bo ten drogi model pozostawał w zasięgu małej grupy osób. Tym bardziej, że wytworzono go w liczbie 152 egzemplarzy. Podobnie pierwszy singiel – nadzieja na zawojowanie segmentu tańszych jednośladów – nie powiódł się. Sportowe R39 poległo w gruzach problemów technicznych a firma na dłuższy czas porzuciła myśl o jednocylindrowcu. R32 trwał na posterunku, a na bazie dotychczasowych mniej lub bardziej bolesnych doświadczeń powstawał nowy motocykl turystyczny „dla ludu”: R42.

 

Biało-niebieski pazur

R42 jako produkt seryjny miał trafić do większej rzeszy kierowców, jednak ze względu na cenę nie był to pojazd powszechny, raczej ekskluzywny, jak większość produktów tego producenta.

W następcy R23 poprawiono niemal wszystko, od ramy po silnik. Zmiany przebiegały lawinowo, ale trzeba zdawać sobie sprawę z faktu, że druga połowa lat 20. i lata 30. zeszłego stulecia były okresem błyskawicznego rozwoju konstrukcji. Dzisiaj ciężko przyjąć, że wszystko co wymyślono w konstrukcji motocykli powstało przeszło siedemdziesiąt lat temu, ale tak właśnie jest. Chociaż na widok R32 nogi się uginają, nie jest wielką tajemnicą, że nie był to model doskonały. Prowadzenie motocykla, rozkład mas, czy silnik pozostawiały wiele do życzenia. Następca miał to zmienić.

Nowa rama, w szczególności wyprostowana przednia belka, pozwoliła na zmianę położenia silnika poprawiając rozkład mas na koła. W ten sposób poprawiono prowadzenie motocykla oraz ergonomię pozycji kierowcy. Cylindry i głowice, wzorem R37, otrzymały wzdłużne żeberka chłodzące, uwalniając silnik od problemów termicznych. Odejmowane głowice poprawiały możliwości obsługi, o technologii produkcji nie wspominając.

BMW na pierwszych modelach eksperymentowało z gaźnikami własnej konstrukcji. Konstrukcja zastosowana w R42 miała dwie przepustnice i nie była łatwa w obsłudze i użytkowaniu. Szczególnie, że przepustnice obsługiwało się dźwigienkami umieszczonymi na kierownicy. Gaźnik ten na pewno był jednak prostszy od trzysuwakowego rozwiązanie montowanego w sportowym R37, co nie stanowiło wielkiego pocieszenia, gdyż nadal pozostawał on skomplikowany w użyciu.

Niespotykany w dzisiejszych czasach hamulec nożny stanowił kolejną nowość: dwie szczęki zaciskające się na bębnie montowanym na wale napędowym tuż za wyjściem ze skrzyni biegów obsługuje mała dźwigienka dostępna dla pięty prawej nogi. Rozwiązanie to zastąpiło hamulec klockowy, którego wydajność we wcześniejszych modelach (w tym sportowym R37) pozostawiała wiele do życzenia. Zaproponowane rozwiązanie było w tamtych latach wielkim krokiem ku zwiększeniu skuteczności hamulców. Chociaż z dzisiejszej perspektywy nową konstrukcję ocenilibyśmy inaczej, warto zdać sobie sprawę, jak bardzo odmienne realia panowały przeszło osiemdziesiąt lat temu.

Układ elektryczny pierwszych modeli nie był przesadnie rozbudowany. Funkcja zapłonu wystarczała. Dopiero w ramach postępu technicznego, wzrostu znaczenia pojazdów mechanicznych w życiu człowieka oraz rosnącego ruchu instalację elektryczną zaangażowano do oświetlenia drogi. Najpierw zamontowano reflektor by oświetlić drogę, później czerwone światło końcowe. Od 1928 w BMW układ ten wszedł w skład wyposażenia standardowego.

 

Sesja w lesie

Parkując wściekłe desmo w krainie pięknych lasów otaczających liczne tu jeziora miałem już za sobą dobre kilkaset kilometrów drogi, w tym większość we mgle. Wiedziony ciekawością Jarkowej kolekcji BMW starałem się nie zwracać uwagi na zmęczenie. Chwila kręcenia po okolicy i wreszcie jest zapisany na kartce adres. Odstawiam widlasty silnik. Manetki już nie drżą, szum w głowie pozostaje. Powoli zdejmując rękawice wchodzę do wymuskanego studia, a tu…

Moim oczom ukazują się rzędem ustawione BMW z różnych roczników – efekt lat pracy Jarosława Czapiewskiego, wielkiego miłośnika marki. Oczy otwierają się szeroko. Otępienie drogą ustępuje. Po chwili na pobliski szuter wytaczamy najstarszy z modeli. Wiek wszak zobowiązuje. Składam się do pierwszych zdjęć i już wiem: sesja będzie owocna. Przyćmione chmurami światło ma w tym swój udział, ale to nie ono jest głównym aktorem. Smukła sylwetka BMW R42 przyciąga oko obiektywu bez względu na perspektywę. Każdy detal składający się na całość wart jest uwagi. Zanim archaiczna machina przemówi, Jarek zasiada w siodle zaparkowanego motocykla w wystudiowanej pozie. Motocykl koniecznie na podstawce. To właśnie tak wiele dziesiątek lat wstecz robiono pamiątkowe zdjęcia na motocyklach. Jeszcze uśmiech do obiektywu i ruszamy. Staruszek nieźle radzi sobie w czasie jazdy, ale i właścicielowi niewiele brakuje. Dynamiczna jazda wymaga wiele wprawy, bo era w której wyprodukowano przedmiot niniejszej prezentacji nie znała jeszcze pokrętnej rękojeści gazu.

Niestety jeszcze nie ma technologii by zaspokoić wszystkie zmysły uczuciami jakie budzi to śliczne BMW. Nacieszcie oczy zdjęciami i uwierzcie, że spotkanie z takim motocyklem rodzi dreszczyk emocji.

 

Tekst:  Tomasz Tomaszewski

Zdjęcia: tomasztomaszewski-motorcycles.pl

Publikacja: Świat Motocykli 2013

 

 Turystyczny model R42 przygotowany był do ciągnięcia wózka bocznego. W tym celu pokrywa przekładni kątowej miała przygotowane mocowanie wózka i odpowiednio dobrane przełożenia.

R42 w latach swojej świetności było wyznacznikiem statusu materialnego – na pewno nie był to motocykl tani.

Liczne sukcesy sportowych modeli: R37 wyprodukowanego w ilości 152 egzemplarzy i R47 wytworzonego w ilości 1720szt dawały dobrą opinię produktom BMW i zapewniały klientelę na turystyczny model R42 i kolejne jego odmiany.

BMW dzięki kompaktowej, zabudowanej konstrukcji i czterosuwowemu silnikowi zawsze pozostawał czystą i stosunkowo łatwą do utrzymania w czystości konstrukcją. W opozycji pozostają motocykle wykorzystujące silniki pracujące w trybie dwusuwowym, w których lepkie od niespalonego oleju spaliny potrafią obkleić cały pojazd.

W latach 20. XX w. popularne było fotografowanie się na stojącym na podstawce motocyklu w wystudiowanej pozie. Sprzęt fotograficzny nie był w stanie nadążyć za zmieniającą się scenerią a wykonanie zdjęcia było wydarzeniem samym w sobie.

R42 ma doskonałe oceny za własności jezdne i predyspozycje nawet do dalekich podróży.

 

Porównanie dolnozaworowego modelu R42 z górnym R47 pokazuje, jak te bazujące na wielu wspólnych elementach konstrukcje są podobne i różne zarazem.